Miesięczne archiwum: Kwiecień 2014

Szare miraże

– Jedziemy na ten miting?
– Nie wiem, w sumie prognozy słabe… Ale zawsze coś się uda wspiąć.
– Wiesz już co byś chciała robić?

Intuicyjnie ciągnęło mnie na czołówkę msw. Co prawda drogi trudne, brak doświadczenia zimowego oraz pierwsze wspólne wspinanie z Darią…

– A co sądzisz o Starku na czołówce msw?
– Sprawdzę, sprawdzę. Albo może Szare Zacięcie?

Lekkie przerażenie i poczucie, że chyba przesadzamy. Ale. Jak spadać to z wysokiego konia.

– Też może być.

***

Jak zwykle plany sobie a rzeczywistosc sobie. Szpej pojechał na górę, czekam na Darię na dworcu. Za chwile okazuje się, że jeszcze jedna dziewczyna będzie z nami podchodzić. Z Palenicy startujemy około pierwszej w nocy.
W dobrym towarzystwie czas szybko płynie – o 3 kładziemy się spać.
– Pobudka o 6?

Nieśmiało proponuję późniejszą godzinę.
– Ok, nastawiam na 7.
Nie mam siły myśleć o podstawowych zasadach wspinania zimowego m. in. wczesnym wstawaniu. Śnię o śnie.

***

Rzeczywistość dalej nie współpracuje z nami i w ścianę wbijamy się o 10. Mam poczucie, że prosimy się o kłopoty.
Prowadzę pierwszy wyciąg. Daria dopinguje z dołu. Jej uśmiech na twarzy dodaje mi odwagi – „jakoś poszło, Ośle, jakoś poszło”. Stanowisko zakladam w połowie wyciągu, po kobiecemu – bo tak. Bo dwa haki, bo psycha słaba, bo zimno, bobobo.
Daria prowadzi pierwszy trudniejszy fragment. Nie moge wyjsc z podziwu nad jej techniką. Przednie zęby w jej rakach mają 2cm dlugosci i są okrągłe z każdej strony, a mimo to stoi wszędzie (!). Zaczynam myśleć, że wymówki dotyczące sprzętu są bardzo naciągne.
Tempo mamy słabe. 1,5h a my dopiero na pierwszej półce. Dobrze, że droga krótka i, że zjazdy.
Wbijam się w kolejny wyciąg. Z lata pamiętam, że był trudny. Dochodzę do zacięcia i zaczyna mnie grzać. Minuty się wleką, a ja nie jestem w stanie poskładać ruchów. Zaczynam przepraszać Darię za tempo z serii „serdeczna matko…” oraz za ewentualny lot, blok, czy cokolwiek. Nic się nie zmienia – slysze z dołu wesoły głos Darii „nic się nie przejmuj!”. Przypominam sobie jak ładnie przeszła dół i szkoda mi jej pracy. „Dupo blada, na puchary jezdzisz, drajciul uprawiasz, a siódemkowego terenu nie przejdziesz?!” – odzywa się moje alter ego. Z przykrością przyznaje mu racje i dźwigam dupę bladą do góry. Znowu jakoś się udało. Kolejny wyciąg Darii. Wielki duch w małym ciele – z każdą chwilą rośnie mój podziw dla niej. Stanowisko założyła pod okapem. Staram się poprawić tempo, dochodze do niej, mijam i ciagnę od razu kolejny fragment w lewo na półkę. Właściwie skończyłyśmy trudności. Właściwie zaczyna mi odcinać prąd.
Kolejne dwa wyciągi prowadzi Daria. Staram się ją dopingować podczas gdy moje alter ego nie zostawia na mnie suchej nitki ochrzaniając za wybór drogi, deficyt snu, zbyt intensywne świętowanie urodzin i wszystkie inne głupoty ostatnich 24h.
Gdy zapada zmrok znajdujemy się przy stanowisku z limbą. Wg schematu zostal nam jeden II-kowy wyciąg. Jakoś nie umiemy się odnaleźć. Seria telefonów do przyjaciół też niewiele nam daje. Po kilku próbach i kolejnych rozmowach podejmujemy decyzje o zjazdach z tego miejsca. W mojej głowie kiełkuje radosna myśl – cztery zjazdy i finito. Tak, myśl była bardzo radosna. Przez pierwszą godzinę.

„A miało być tak pięknie
Miało nie wiać w oczy nam…”

Z czterech zjazdów wyszła epopeja narodowa – szumnie i dumnie. Trzy godziny później, zostawiwszy w ścianie obie liny i tonę sprzętu, pijemy z Darią herbatę pod ścianą. Jesteśmy zmęczone, ale zadowolone. O sprzęt się nie martwimy. Jakoś się ogarnie.

Najprzyjemniejsze we wspinaniu zimowym są, moim zdaniem, powroty. Widok światełek schroniska, dupozjazdy, myśl o kolacji. Humory nam dopisują, zsuwamy się w stronę stawu w akompaniamencie wspólnego śmiechu.
Śmiech – mała rzecz a cieszy.

***

– Damian, a może Twoim marzeniem nie byłoby pójść jutro na szare? Wiesz, naprawde fajne wspinanie…
– Dobra, dobra…
„Jakoś się ogarnie.”

***

Są cztery osoby, którym chciałabym podziękować za ten jeden dzień.
Damianowi, za pożyczone raki, odzyskane liny i sprzęt i dużo cennych porad
Przemkowi, za herbatę, film, wsparcie i ciągłą wiarę w córkę i jej, czasem głupie, pomysły
Edycie, za zorganizowanie spotkania oraz suche buty na zejsciu
Darii, za uśmiech, za wspinanie, za fantazje