Wspomnienia poprzedniego lata

Byl taki moment, gdy dni mijaly powoli i leniwie. Potem nagle nastapila zmiana w rzeczywistosci i ktos podkrecil tempo na maksa. I dorzucil  jeszcze naped rakietowy zeby bylo jeszcze szybciej.
Ani sie czlowiek obejrzal, a tu juz kalendarzowa zima minela. Mimo to: ciemno, zimno i do domu daleko. O ile czas w rzeczywistosci zaczal mi umykac, o tyle w internecie wrecz przeciwnie – zatrzymal sie w miejscu. Blog sie przykurzyl co nieco: tu jakis klaczek, tam jakas pajeczynka. Czas na drobne porzadki.

Lato 2015 minelo pod znakiem wspinania w Sokolach. Kompletnie nie wiem, jak to sie dzieje, ale albo w sezonie w ogole tam nie bywam, albo wspinanie koncentruje sie na granitowych skalach okolic Jeleniej Gory. Glownym motorem napedowym licznych wyjazdow byla potrzeba powspinania sie na wlasnej. Dodatkowa motywacja stal sie element rywalizacji: udzial we Wroclawskiej Lidze Tradowej, w Sokolikowym Big Wall maratonie oraz pomniejsze zaklady popelnione po zbyt duzym spozyciu alkoholu.

image

Czesc pierwsza – rozruch
Byl jakis koniec maja. Standardowo – drugi etap kursu AKG odbywal sie w Sokolikach. W tak zwanym „miedzyczasie” zgadalam sie z kolega instruktorem – Wojtkiem (uwaga! lokowanie produktu! rocodromo.pl 🙂 ) na jakies latwe rysowanie. Ja mialam checi, on mial sprzet – zapowiadalo sie niezle 😉 Odhaczylismy kilka klasykow i umowilismy sie na kolejny wyjazd – tym razem wspinaczkowy, a nie szkoleniowy.

image

Czesc druga – Wroclawska Liga Tradowa
Z polowa czerwca wystartowaly towarzyskie zawody organizowane przez WKW. Pomysl okazal sie bardzo trafny – tak udanego sezonu na wlasnej w Sokolikach sobie nie przypominam. Tegoroczne lato sprzyjalo pierwszym powtorzeniom drog, wartosciowym przejsciom, duzej ilosci wypitego browaru oraz wzrostu umiejetnosci tolerowania nieziemskiego upalu. Byly takie dni, gdzie jakiekolwiek lezectwo uprawiac dalo sie w dwoch porach: do 10:00 lub po 18:00. W zaleznosci od motywacji chodzilo sie na pierwsza i/lub druga zmiane a w miedzyczasie odwiedzalo sie salon odnowy biologicznej: bobrzanskie aqua centrum.

image

Czesc trzecia – za kazdym dobrym przejsciem stoi dobry partner
I tak wspinajac sie z Wojtkiem kazde z nas mialo swoje sukcesy. Moim bylo pierwsze kobiece, a chyba trzecie lub czwarte powtorzenie przerysy: Niesajzowa Rysa. Niby 2+, ale wlasciwie nie wiadomo. Rysa jak rysa. Przejscie odbylo sie o godzinie 21:40 tak pi razy dupa. Poprzedzone dobrym obiadem, luznym podejsciem, bo partner zabral wszystko i piwem po, ktore takze zostalo na gore wniesione przez Wojtka. Jego celem z kolei byla Sekretna Rysa – VI.4. Tu pomoca okazala sie moja dobra pamiec: co, gdzie i jak na drodze trzeba robic.
Dobry partner we wspinaniu to podstawa.

image

Czesc czwarta – Tatrzanskie alpiniady
W przerwie miedzy jednym roboczym dniem a drugim udalo sie kilka razy takrze wspiac w Tatrach w tym – dla mnie po raz pierwszy – na Slowacji. Historyjki te nie nadaja sie do opowiadania przez wzglad o dbanie o dobry wizerunek zainteresowanych. Grunt, ze byly to kolejne cudowne tatrzanskie wspinaczki.

image

Czesc piata – Big Wall Maraton w Sokolikach
Noooo… to byla epopeja, przynajmniej w moim wykonaniu. Teoretycznie bez napinki, ale plan dopracowany. Jak kazdy plan oczywiscie w trakcie ulegal korektom. Bieganie od jednej drogi do drugiej, jakaś fajka w przerwie, świetne prowadzenie Wojtka na Klimku i trochę mniej świetne moje na Osadzie. Na tabor wróciłam słaniając sie na nogach. Było piwo, była kielba, były wyniki. Dla mnie dość zaskakujące. Nie dość żeśmy wygrali w swojej kategorii, zajęliśmy drugie miejsce w kategorii open to zlamalismy barierę czterocyfrowego wyniku. Szal ciał.

Podsumowanie
Sezon 2015 był naprawde ok.
A 2016 już się zaczął, ale o tym w następnym odcinku.

image