Zróbmy sobie raj

Prolog
– to co, może jakis wspin w przyszłym tygodniu?
– no… Ja to za bardzo nie mogę. Wyjeżdżam do Warszawy w poniedziałek wieczorem.
– ale po co?
– bo we wtorek o 15 wylatuje na tygodniowe wakacje…
– gdzie?
– do Tel Awiwu…
– GDZIE????

image

Wstęp
Budzę się rano. Ciemno jak w du… u murzyna. Po ostatnim tygodniu picia i nie sypialnia mam życiowego kaca. „Gdzie ja jestem?”. Pod plecami wyczuwam jakaś miękka kanapę. Powoli budzą się do życia te dwie szare komórki, które posiadam. ” Aaa, no tak, Tel Awiw, mieszkanie Ofira, wakacje”. Leżę, słucham muzyki. Nagle rolety zaczynają się podnosić. Pełna elektronika, widocznie Ewa z Ofirem też się obudzili. Do salonu wpada światło. Wstaje, robię sobie herbatę, biorę fajki i wychodzę na taras. Jest 23. marca, na oko +15 a ja siedzę i patrzę na miasto i na słońce. „Zapowiada się przygoda życia”

image

image

Rozwinięcie
Przedzieramy się z Ewą przez miasto. „Trzeba było założyć krotkie gacie” krytykuje swój wybór odzieży, bo słońce zaczyna coraz mocniej przygrzewac. Ewa prowadzi mnie przez uliczki z pewnością doświadczonego przewodnika. Docieramy do morza i kierujemy się w stronę Jafy – starego miasta. Głowa lata mi na boki i staram się nie przepuścić żadnego szczegółu mijanych po drodze budynków.
– kiedy my ostatni raz byłyśmy razem na wycieczce? Chyba z dziesięć lat temu – śmieje się Ewa
– nieee, z cztery lata temu byłyśmy na majówkę w Lubieniu na działce u Twojej mamy – również się śmieje
– a tak! I trzymalam Ci kierownice bo otwieracz do piwa był przy kluczykach do auta i otwieralas mi piwo zapalniczka – przypomina Ewa
Uśmiecham się do naszych wspomnień.

image

image

image

***
Idziemy boso po plaży, wieje przyjemna bryza, co jakiś czas fale obmywaja nam stopy. W przerwie na fajce siadamy na murku przy plaży i podziwiamy trójkę ćwiczących chłopaków. Opalone, wyrzeźbione ciała – aż miło popatrzeć. Po chwili jeden podchodzi, bez pytania dotyka mojego bicka, uśmiecha się „najs!”. Gadka-szmatka, wymiana kontaktów na FB i luźne umówienie się na imprezę.
– podryw na bicka, to mi się jeszcze nie zdarzyło – śmieje się razem z Ewą.

image

image

Po calodniowym spacerze i kolacji siedzimy wieczorem w trójkę ogladajac film. Z zewnątrz dochodzą hałasy miasta. Miasta, które nigdy nie śpi. Zapowiada się dobra zabawa cały tydzień.
***
Stoję w kolejce do toalety. Po lewej stronie pisuary. Do jednego sika Batman, do drugiego Robin Hood. Z toalety wychodzi Królewna Sniezka. Nie, nie jestem naćpana. Po prostu trafiłam do Tel Awiwu na żydowskie święto Purim. Ludzie mają religijny obowiązek dobrej zabawy (i picia!). Tradycyjnie zaś przebierania się. Im bardziej odjechany strój tym lepiej. Dlatego facet przebrany za baletnice wzbudza duży entuzjazm. Do domu wróciliśmy około siódmej rano zahaczajac po drodze całodobowe śniadania. Nie wiem kto wpadł na pomysł takiej knajpy, ale tu, w Tel Awiwie, byl to strzał w dziesiątkę.

image

image

***
Kolejne dni mijały na włóczeniu się po mieście, docenianiu słońca, życia, pogody, wieczornych imprezach. Mam takie przekonanie, że każdy człowiek (a zwłaszcza Polak) powinien raz w życiu udać się na wycieczkę do Tel Awiwu. By zrozumieć, ze w życiu chodzi o cos więcej niż płacenie podatków. By zrozumieć, że można się cieszyć życiem, a nie tylko umartwiać. By zrozumieć, że można mieć dystans i śmiać się z siebie. Te kilka dni tam sprawiły, że doceniam świat na nowo. Doceniam ludzi, doceniam przyrodę. Zaczynam rozumieć określenie „Ziemia Obiecana”. Mieszkańcom Tel Awiwu po prostu nikt nie mówił, ze w tym życiu ziemskim mają cierpieć. Oni cieszą się tym, co mają. Są życzliwi dla siebie i dla innych. Bo wiedzą, że życzliwość daje więcej niż wrogosc.

image

image

image

image

image

image

Zakończenie
Siadam na miejscu kierowcy. Dopasowuje odległość fotela, lusterka i już chce ruszać. Siegam do skrzyni biegów i… Szok.
– Ofir, jak się obsługuje automat???
– Masz nacisnac pedal i zmienić bieg na D – tłumaczy Ewa
– który pedal???
– hamulec
– no wciskam i nic, nie da się zmienić…
– Kochanie, jesteś pewien, że hamulec? – Ewa pyta Ofira
– tak, tak, hamulec
– no to wciskam i ciągle nic… Na pewno nie gaz?
– nie, nie, mówi, że hamulec
– nooo, hamulec, taki guzik i zmiana biegu – wtrąca Ofir nie przerywając pracy
– jaki znowu guzik??? Ewa, widzisz tu jakiś guzik??? Aaaa! Ze na drążku guzik!… O Jezu! Ono samo jedzie!!!
Po kilku kilometrach się przyzwyczajam. Ofir siedzi z tyłu i stara się pracować, my z Ewą z przodu. Słońce, muzyka… Prowadzę auto w Izraelu. Jedziemy na pustynię na zakończenie tej pięknej eskapady. Wieczorem mamy samolot, więc trzeba zdążyć obrócić. Śmieje się, Ewa się śmieje. Gdyby ktoś mi jakiś czas temu powiedział, że w ramach urodzin będę spacerować po izraelskiej pustyni – w życiu bym nie uwierzyla. A tu Panie cuda, istne cuda! Tydzien w Tel Awiwie należy do moich top 5 wyjazdów. Nie samym wspinaniem człowiek żyje.
Ewa, Ofir – dziękuję!

image

image

image