Archiwum autora: Olga Kosek

Migawki

good morning Switzerland!

 
W tym miejscu powinna być relacja z kolejnych zawodów. Ale ile razy można pisać to samo? Pod tym względem te imprezy są nudne. Siedzisz w strefie, oglądasz drogi, startujesz. Czasem się udaje, czasem nie, jednak nie jest to temat, o którym ciągle można pisać. No, chyba, że chce się zanudzić wszystkich dookoła.

Najciekawsze w zawodach są momenty pomiędzy kolejnymi imprezami. Kiedy wreszcie możesz gdzieś pojechać, spędzić czas z ludźmi, powspinać się. Mnie się poszczęściło – w ciągu dwóch kolejnych tygodni po Saas Fee obejrzałam kilka pięknych miejsc.

Ueschinen, ekipa Chorwacka

Jednym z nich był Szwajcarski sektor Ueschinen znajdujący się niedaleko Kanderstegu. „Niedaleko” w tym przypadku jest pewnym nadużyciem – bez nart i po świeżych opadach śniegu dotarcie na miejsce zajęło nam 2h. Jednak nie bez powodu rejon ten jest nazywany drytoolowym Ceuse 😉 Co by nie mówić – warto było się przejść.

miały być dwie wieże, a wyszło jak zwykle…

Ponieważ zdecydowanie cenię sobie odpowiedni stosunek podejścia do wspinania – koniecznie muszę wspomnieć o Blausee. Mały rejonik położony kilka km poniżej Kanderstegu. Od auta pod ściany podejścia 3min. Idealne miejsce treningowo-wspinaczkowe. I do tego gustowny przewodnik!

Janez na M9
trening w niespotykanej w Polsce formacji – przewieszeniu
miejscowy przewodnik

Pobyt w Szwajcarii ciepło wspominam nie tylko ze względu na wspinanie i świetną ekipę. Muszę przyznać, że pod względem kulinarnym był to najlepszy wyjazd w moim życiu. Kurczak w sosie śmietanowo-szałwiowym, pieczona wieprzowina, sałatki z sosem vinegre… A to wszystko za sprawą tajemniczego gościa z południa

Carramba!

Po Szwajcarii przyszła kolej na zawody we Francji, a po nich – przypadkowe wakacje. Najpierw były widoki….

Iseo

… a potem przyszło lato…

Riva del Garda
lato w środku zimy

Były także próby wspinania, które składały się głównie z pięciogodzinnego poszukiwania nowej top secret area. Czasem się zastanawiam, ile motywacji trzeba mieć w sobie, żeby przez kilka godzin przedzierać się przez krzaki, bo „tam musi coś być!…”

zagadka: ilu ludzi widać na zdjęciu?

Po krótkiej naradzie….

rosyjsko-polsko-ukraińskie debaty

… i kolejnymi konsultacjami z lokalsami w końcu udało nam się dotrzeć do celu.

Top Secret Area w pobliżu Arco, Włochy

Ostatnią godzinę światła wykorzystaliśmy na wspinanie. Przy okazji wreszcie mogłam obejrzeć sławny RDTS na żywo 😉

RDTS w wykonaniu Nikołaja

Niestety – każdy wyjazd kiedyś się kończy. Choć z drugiej strony dzięki temu następny może się zacząć 😉

See you soon

ICC – Saas Fee



Spakowałam plecak, wrzuciłam do auta. Jeszcze szybkie zakupy w Żabce. 
Jak zwykle, wszystko na ostatnią chwilę. O 22:00 mało który sklep jest jeszcze czynny.
– Tak, mamo, będę na siebie uważać… mhm, mhm… dobrze, będę sie odzywać… a teraz muszę kończyć i ruszać.
Zapłaciłam za zakupy, zapakowałam sie do auta.
Komu w drogę…

1000 km po raz pierwszy

Krótka konsultacja telefoniczna z Krakowem:
– Wiesz, chyba będę musiała znaleźć jakiś nocleg, bo w Szwajcu nie chcę spać w aucie… tylko to tutaj, to jakieś zadupie narciarskie jest i w dodatku drogo… no tak, tak, ale ja tego nie liczyłam w kosztach… w sumie… masz rację… dobra, dzięki, to wezmę ten pokój. W końcu 50 franków – ujdzie, jak na Szwajc… jutro rejestracja jest od 17, ale ja mam stąd jeszcze  tylko 200 km – wstanę rano i dojadę na spokojnie… 
mhm… odezwę się jutro, dobranoc.
 

Szwajcarskie zadupie



Wstałam rano, jadę dalej. Z GPS-a wynika, ze za dwadzieścia parę kilometrów dowiążę sie do krzyżówki z autostradą i już będę prawie na miejscu….

– Co jest do cholery?!

Nie wierzę własnym oczom. Śliczny znak „zakaz ruchu”. Parę metrów dalej dwumetrowy „szlaban” ze śniegu i lodu. Szwajcarom nie chciało sie odśnieżyć ostatnich 20 km… Niech to szlag…

WTF?!

 Kolejna konsultacja telefoniczna:
– Nie przejadę tędy. W dodatku tu chyba nie ma innych dróg, nie wiem co robić… tak, tak, mam jeszcze kilka godzin… Mówisz, że nie ma innej możliwości, tylko muszę zawracać i nadrabiać autostradami dookoła?… Jesteś pewien?… Dobra. Tak zrobię. Pędzę dalej, bo jeszcze jedna taka przygoda i mogę się nie wyrobić… No, dobra, odezwę sie z Saas Fee.

I tak zamiast dwudziestu kilometrów zrobiło się dodatkowe ponad dziesięć razy tyle… A zapas czasu stopniał…

1000km po raz drugi

Telefon się grzeje:
– Jak rozumiem „geszlozen” znaczy zamknięty?… Aha… Ze 100 km mi zostało, ale droga znowu zamknięta, stoję na jakimś szlabanie… Przynajmniej tym razem napisali o tym wcześniej… Co?… Na jakąś furkę czekam… znaczy podobno stąd pociągiem będę jechać… w sensie, że samochód na pociąg i w drogę… Nie, nie trzeba, jeszcze się jakoś wyrabiam z forsą… dobra, bo zbankrutuję na rachunku za telefon, może wieczorem znajdę wifi to sie odezwę… Paaaaa.

 

furka

Saas Fee
Accommodation

Tylko Szwajcarzy mogli to wymyśleć… płacić 50 franków za każdą noc, dodatkowo 60 za sprzatanie (jednorazowa obowiazkowa oplata), a na koncu dowiedziec sie, ze to miejscowość bez samochodu i 18
franków za każdą dobę na obowiązkowym parkingu… Gdzie ta cholerna rejestracja zawodników??? 

Na parkingu trafiam na zawodników z Francji.
– Excuse-moi, est-ce que vous savez ou est le bureau de competition?
Czemu mam wrażenie ze powiedziałam cos nie tak?
– La registration? – próbuję dalej.
Francuzi też nie wiedzą, ale przynajmniej znają kogoś, kto wie. Miałam farta. Mogłam trafić na Koreańczyków… chociaż może oni mówiliby po angielsku? Nic to, może przynajmniej przypomnę sobie francuski…

Saas Fee
Registration

– So… everything is ok? Sure?
– Yes, of course! Just pick out some number, starting list will be at nine.
Losuję numerek. 13. Fajnie, do takiego liceum chodziłam, pasuje mi.
– Which number you’ve got?
Pokazuję trzynastkę na kartce.
– Oh, no! It’s bad, not for luck! – I zabierają mi numer. To po co go dali do losowania?
– Pick another.
Losuję. Tym razem 17. Niech i tak będzie.

– Hi Olga! You’re alone from Poland?
Wreszcie jacyś znajomi. Witam sie z Radkiem i Martiną. Krótka rozmowa, że sama jestem, że drogo, że strasznie…
– And your federation didn’t give you money?
– Nope.
– You see this guy with camera? Go and say to everyone that in Poland you have to do everything by yourself! Next time I’m sure they will give you something.
Dowiaduję się, jakimi kwotami wspiera swoich zawodników federacja czeska. Trochę robi mi się przykro, ale trzymam dobra minę – wypowiedzi do kamery odmawiam, a Radkowi troche użalam się na drożyznę.
– You know… Saas Fee isn’t cheap… And the parking – 18 franks per day…
– But competitors have got parking for free. Not this, another one, you didn’t know that?

…shit…

Pędzę na parking przestawić auto. Na szczęście pierwsze trzy godziny były za darmo. Udaje sie, coś zaoszczędzę. Wracam na salę i dziękuję Radkowi za rady. Na kolacje spaghetti. Całkiem dobre. Losowanie. Startuję jako 11. Czas wracać do domu, jest już 22:00, a jutro o 7:45 zamykają strefę. Trzeba wstać o 6:00. Jak mus to mus.

Saas Fee
s@motność w strefie

6:30. Telefon dzwoni:
– Dzień dobry! Tu centrum logistyczne reprezentacji Polski na Puchar Świata J. Czy zamawiała Pani budzenie? To do boju, nie ma lekko!
– He, he, już wstałam, kończę się ogarniać i zbieram. Aha, w strefie nie mogę mieć telefonu, ale i tak już teraz go wyłączę. Odezwę się po starcie, dzięki, pa!

Pakuję sprzęt do plecaka. Ciemno, zimno. Idę na parking. 7:15, pusto. Czyżbym była za wcześnie? No fakt, skoro strefę zamykają dopiero za pół godziny…

przedstartowo

Wsiadam do auta, odpalam silnik i się grzeję. Powoli zaczynają łapać mnie stresy. Przyjeżdżają Czesi, wraz 
z nimi Słowenka – Anastazja. Chwilę rozmawiamy o ostrzach Kuźni, które wzięłam do sprzedaży. Podobają się, ale do dogadania szczegółów wrócimy już po starcie. Idę z dziewczynami do strefy. Dziwnie tu. Daje się wyczuć lekkie napięcie. Pomieszczenie niby ogrzewane, ale jakoś bardzo oszczędnie. Kawa, herbata, zimne napoje, jakieś słodycze. Biorę herbatę i schodzę na dół. Strefa jest duża: przeznaczyli na nią dwa piętra parkingu. Na dole przewieszony panel – mini bulderownia. Koreanki się wspinają.Może też by się trochę poruszać? Wracam na górę po sprzęt, schodzę na dół, zaczynam sie wspinać. Od razu lepiej. Nawet nie takie złe te chwyty…Wracam na góre, robię sobie kolejną herbatę, rozglądam się po zawodniczkach. Widzę Luckę i Angelike. Poza nimi, Martiną i Anastazją nie znam, ani nie kojarzę nikogo więcej. Ruskie trzymają się w kupie i osobno od innych, są jakieś Szwajcarki, Francuzka, dwie Koreanki, Niderlandka…znaczy ta, no, Holenderka… Zagaduje do mnie dziewczyna z Kanady – Jenifer. Calkiem miła. Po chwili znowu siedzę sama. Lucka z Marti gadają po czesku obok. Nic nie rozumiem, nawet nie staram sie słuchać. Co ja tu robię? To chyba jednak nie był dobry pomysł. Jedziesz nie wiadomo ile, za jakieś nienormalne pieniądze, aby powspinać się kilka minut. Bez sensu. To nie dla mnie. Chociaż, skoro już tu dotarłam, wbrew tylu przeciwnościom,  może dam sobie chwilę i choć ten raz wystartuję, zanim dojdę do wniosku, że to raz pierwszy i ostatni.

Saas Fee
Zawody

 

letka konsternacja

Wywołują nas na oglądanie. Przestaję myśleć o pierdołach, patrzę na drogę. Nie wygląda źle. Tylko ten lód na początku… Nie znam się za bardzo na lodzie, ale wygląda dziwnie, słabo. To pewnie przez zbyt duże amplitudy dobowe… Zerkam znowu na drogę. Zagaduję stojącą obok Martinę. Nie jesteśmy pewne, z której strony obciążać chwyty…A co mi tam, przecież przyjechałam tutaj nabierać doświadczenia, a nie robić wynik. Muszę założyć sobie jakiś plan. Hmm… może tak – nie spaść z lodu. Wszystko inne już będzie na plus. Wracamy do strefy.
… Stres pojawia się na cztery osoby przed moim startem – i znika gdy opuszczam strefę.

Ze startu nie pamiętam zbyt wiele. Skupilam sie na wspinaniu. Pamietam komentatora mówiącego, że ostatnia minuta i to, że się wtedy rozproszyłam. Źle stoję, zaczyna mnie grzać. Musze zrobic wpinkę. Noga zjechała, grawitacja zadziałała, ciało wybrało wolność. Finito. No cóż. Jak na pierwszy raz to chyba nieźle? Mogę już włączyć telefon.
sms: „Szkoda tego lotu (trzeba było zrobić wpinkę z kolejnego chwytu). Za wolno Ci szło w lodzie.”
Kurde, ktoś to oglądał? Naprawdę?
sms: „Doszłaś dalej niż Martina!”
Ale jak to? Jak to dalej? Przecież to były łatwe ruchy, a ona jest znacznie lepsza ode mnie…
sms: „Bardzo dobry start! Gratulacje! Sam drnoł cie pochwalił „
Zaraz, zaraz… To ile osob to ogladało?!…

Zabieram sprzęt i wracam do apartamentu. Zaglądam na fb i nie mogę uwierzyć. Czytam milion radosnych 
komentarzy – moja Siostra zadbała o publikę i doping, gratulacje od rodziny, znajomych, przyjaciół… Czuję się szczęśliwa. I zmęczona. Przeglądam wyniki po eliminacjach i nie bardzo mogę uwierzyć. 14? To przecież 
oznacza… czekam na magiczną kreskę dzielącą zawodnikow na tych, co jeszcze się będą wspinać i tych, co już skończyli. Jak na złość, w sieci nie aktualizują listy. Pakuję się i idę na ścianę. Szukam wyników kobiecych eliminacji. Są. Jest i kreska. I moje nazwisko nad kreską. Półfinał.

Muszę przyznać, że nie liczyłam na to. Jasne, że myślałam wcześniej, że fajnie by było, ale przecież wiem, jak się wspinam i jaki jest poziom zawodniczek. Półfinał był dla mnie na granicy marzeń i absurdu. W dodatku później uświadomiłam sobie, że 14 miejsce, to bardzo fajny wynik, ale przecież po półfinale mogę być jeszcze 18… I znowu muszę wstać rano…

Nauczona doświadczeniami dnia poprzedniego do strefy przyszłam na 7:40. Radek i Honza doradzali Martinie co i jak. Dla niej to też pierwszy start w PŚ. Pogratulowałyśmy sobie wyników dnia poprzedniego. Usłyszałam kilka porad na temat lodu (żadnego kopania czy wbijania, tylko zahaczanie) i zaczęło się wszystko od nowa: strefa, ogladanie, strefa, rozgrzrwka, herbata, start…

Droga półfinałówa była znacznie dłuższa. Skupiłam się na obejrzeniu głównie pierwszej części drogi i przede 
wszystkim lodu. Po czasówkach wyglądał jeszcze gorzej niż wczoraj… Założyłam optymistyczny wariant – 
dojść do drewnianej belki.

Znowu stres nadszedl kilka osób przed startem i przeszedł gdy weszłam na ścianę. Pokonałam lód, weszłam 
w panel i… kurde, nie wiem co robić! Nie zwrocilam uwagi na pierwszy chwyt. Mój błąd. Teraz nie wiem jak go zlapac, nerwowo przekładam dziaby, a odległość do następnego chwytu wydaje mi się abstrakcyjna. 
Gdy tak myślę co robić i próbuję sie złożyć do ruchu – spadam. No i ch…, myślę, dziabka zjechała. 
Ale to przed pierwszą wpinką, więc może (choć to półfinał), jednak pozwolą mi jeszcze raz startować. Może. Rozmawiam z sedzią, czy mogę powtórzyć start i nagle orientuję się, że trzymam w ręce kamień. To śmieszne, ale moją pierwszą myślą było: skąd ten kamień? Przecież wokół leży tylko śnieg i lód, dlaczego ja
trzymam w dłoni jakiś kamień? Sędzina pierwsza zorientowała sie o co chodzi. Każą mi sie ubrać, odwiązać. Radek krzyknął, żebym się nie przejmowała, że to incydent techniczny, że pozwolą mi powtarzać i mam teraz 20 minut przerwy. Dopiero dociera do mnie, że to chwyt sie ukruszył. Radek woła dalej, że organizatorzy muszą mnie zabrać do innej strefy i żebym się nie wychłodziła i nie stresowała. Sędzia główny prowadzi mnie do baru tuż obok ściany. To ma być moja strefa. W strefie pełna izolacja – 6 ekranów telewizyjnych na ścianach i w każdym relacja na żywo. No pieknie. Lekka konsternacja organizatorów, w końcu wyłączają jeden ekran, mnie prowadzą w kąt, żebym nie widziała relacji, wyjaśniają wszystko na spokojnie i zostawiają. Zdejmuję buty. Przemokły w lodzie. Chowam je pod kurtkę aby nie zmarzły. Kładę sie na ławce i myślę nad tym ruchem. Może by spróbować z czwórki? Minuty sie wloką, słyszę komentarze ze ściany i jestem w stanie wywnioskować kto gdzie spadł. Mniej więcej oczywiście. Po dwudziestu kilku minutach wraca sędzia. Moja kolej. Znowu.

Lód przechodzę szybciej niż poprzednio. Chwyt, który zdemolowałam, wymienili na inny – w moim dczuciu 
lepszy. Nie umiem się jednak odnaleźć na drodze. Popełniam masę drobnych błędów. Objeżdzają mi nogi, za mocno sie trzymam. Nie wiem, jak robię kilka ostatnich ruchów: przedramiona bolą. I ta myśl: byle jeszcze jeden ruch, niech Ci się otworzy samo, w walce, a nie, że już masz dość i odpuszczasz. I otwiera sie dokładnie tam, gdzie przewidziałam… Ale i tak jestem zadowolona – 7 wpinek, czyli „standardowa” długość dróg drytoolowych w Polsce. Ciekawe, ktore miejsce zajmę. Wlaczam telefon:
sms: „Masz na razie 3 / 7 (ex aequo z Jennifer Olson)”
Dziwne. Przecież spadla z dalszego chwytu. Pewnie błąd. Poza tym w półfinałach nie ma ex aequo. Ale 
przynajmniej nie będę ostatnia.
sms: „Masz ZUPEŁNIE CHU*OWE buty”
No bez przesady… raczej chuj… wytrzymałość…
sms: „Gratsy! Nagrałem cie, teraz już możesz iść i pić ;-)”

http://www.youtube.com/watch?v=MQDcsYBXvEQ

Resztę półfinałów oglądam w apartamencie. Koniec końców zajmuję 15 miejsce. Nieźle, jak na debiut. 
Na finały wracam na ścianę. Mocni zawodnicy, ładnie sie ruszają – jest na co popatrzeć. Po finałach dekoracja. Ktoś mi gratuluje wyniku. Po chwili orientuję się, że to był jeden z finalistów – Nikołaj. Głupio mi, że nie zorientowałam się od razu. Atmosfera zadowolenia i wreszcie luzu. Zaczyna sie after party, ale niezbyt 
udana – za dużo ludzi i to zupełnie przypadkowych (after party było otwarte również dla widzów, jeśli dokonali stosownej opłaty). Po chwili wracam więc do domu. Na szczęście w między czasie zgadałam się z ekipą słoweńsko-chorwacką i jutro jadę się wspinać do Kanderstegu. To dobrze, mam co robić przez najbliższych kilka dni. Powoli zaczyna mi się podobać.

III Manewry Dryboonkrowe + XII Memoriał Bartka Olszańskiego

Nie pisałam relacji z tych imprez. Z jednej prawie nic nie pamiętam, z drugiej nie miałam czasu pisać.
Manewry tak naprawdę były najważniejszą dla mnie imprezą w 2013r. To od nich wszystko się zaczęło. Wcześniejsze imprezy traktowałam zabawowo, na Manewrach zależało mi aby zrobić wynik. Było, nie było – Janówek stał się „moim” ogródkiem drytoolowym.

Zawody były fajne. Dużo wspinania, trudne drogi, udział w męskim półfnale i damskim finale. Do tej pory wspominam ten dzień z uśmiechem na twarzy, a nagroda specjalna, którą dostałam od organizatorów budzi we mnie same pozytywne wspomnienia. Zdecydowanie była to najlepsza rzecz, którą kiedykolwiek wygrałam.

Memoriał Bartka Olszańskiego też miał dla mnie duże znaczenie. Pierwszy raz o tych zawodach czytałam w sieci jak miałam 16 lat i żałowałam, że startować można dopiero od 18. Później, po uzyskaniu pełnoletności, zimą pojechałam do Kanderstegu, przeleciałam się w lodzie kilka metrów i odłożyłam dziaby na bok uważając, że ten sport nie jest dla mnie. I kolejne lata z pewną zazdrością czytałam o Memoriale.
W końcu w 2013 udało się pojechać. Wspinanie w Tatrach, zwłaszcza zimą, zawsze poprawiało mi nastrój. Tym razem było tak samo. Piękna pogoda, otoczenie gór, bliscy ludzie.
Zawody były udane, choć drogi trudne. Albo może raczej ja nie byłam przyzwyczajona do tatrzańskiego granitu. Ze wszystkich wspomnień najbardziej utkwił mi w pamięci obraz wspinającej się Darii. Walczyła jak lwica – aż miło było na to patrzeć.
Po zawodach zgadałam się z Darią i Aśką na temat wspinania w Tatrach. Od niedawna chodził mi po głowie pomysł powspinania się zimą w górach w damskim zespole.
Niestety – późniejszy zdarzenia i nienajlepsze warunki w górach sprawiły, że pomysł do tej pory czeka na realizację.

BD DT cup

Niedziela 08.12.2013

Kraków, 13:00
– … hasło: tańczące pająki.
– Jaja sobie robisz?
– Zaraz sprawdzimy, czy robi… Dzień dobry, my na Krakowski Festiwal Górski, hasło: tańczące pająki…
Szlaban się uniósł. Absurd tej sytuacji obudził do życia zwłoki znajdujące się w aucie. A jeszcze rano byliśmy w Brnie…
(…)
Piątek, 06.12.2013
Kraków, 14:00
SMS z pociągu: „Jest zerwana trakcja przed Krakowem. Wejdź na stronę PKP i sprawdź”
Wchodzę, sprawdzam. Pociągi jadące z centralnej Polski do Krakowa mają po 100 – 150min opóźnienia. Wiatr przewrócił drzewo, trakcja zerwana.
Szlag by to.
– Może opłacałoby nam się po chłopaków podjechać autem?
– Jak będą mieli ponad 2 godziny opóźnienia to się opłaci. Mniej więcej tyle zajmie wyjazd i powrót o tej porze.
Szlag by to do kwadratu…
SMS do pociągu: „Jedźcie do Krakowa”
Kraków, 17:00
– To ma być minimalizm w pakowaniu?! – przerażona patrze na plecak Jędrka, dodatkową torbę i plecak Alexa. Do tego dochodzą rzeczy moje, Janka i Przemka.
Krótka walka z bagażnikiem – udało się wszystko upchnąć. I jak tu nie wierzyć w cuda?
– Z tyłu siadają wąscy w barach!
– Super, to ja idę do przodu – przez chwilę wyglądało, że najwygodniejsza podróż czeka Alexa.
– No dobra… Jędrek do przodu, a ja, Alex i Janek siadamy z tyłu.
Mamy teraz wolne, z wyjątkiem Przemka za kółkiem. W lekkiej śnieżycy jedziemy do Brna.
– A wiecie, że jutro ma wiać ok 30km/h?
Brno, 21:30
– Teraz trzeba się zacząć rozglądać za hostelem…
– A nie możesz wpisać w GPSa?
– Ponoć nie ma takiego numeru…
Przejeżdżamy ulicą Videnską.
– A jak się nazywa nasz hotel?
– City Hostel.
– To chyba minęliśmy.
Dwie nawrotki i parkujemy auto. Z powątpieniem patrzymy na neon. Nazwa niby podobna, ale z hostelu zrobił się nagle hotel. Jakoś nie wygląda, żeby dawali tu noclegi za jedyne 9 euro.
– To ja może sprawdzę jaki to numer? – Alex wyskakuje rozprostować nogi.

– To ja może zapytam w tym hotelu, gdzie nasz hostel? – oferuje pomoc Janek.
Po krótkiej chwili okazuje się, że to jak w czeskim filmie – nie ta ulica, za to nasz ho(s)tel. Nie wiem tylko kiedy zmienił nazwę i podniósł standard. Ale na co tu narzekać? Tanio, czysto, wygodnie. Tylko piwo się skończyło w recepcji. I to mają być Czechy?
– Wziąłem ostatnie trzy – musimy się podzielić…

Sobota, 07.12.2013
Brno, 6:50
A właśnie zaczęło mi się dobrze spać…
Brno, 8:30
Centrum wspinaczkowe Olympia
 Ściana znajduje się na terenie centrum handlowego Olympia. Udajemy się do Kancelara, czyli biura zawodów w celu uiszczenia opłaty startowej. Dostajemy pakiety startowe, których zawartość przerasta nasze najśmielsze oczekiwania. Każdy z zawodników dostaje: kamizelkę startową z numerem, butelkę Kofoli (obrzydliwa), puszkę Semtexu (nie tego „explozivnego”, tym razem to tylko napój energetyzujący – niewiele lepszy od Kofoli), banana, jabłko, karabinek HMS firmy Rock Empire (!) i hmm… gumową niespodziankę od Singing Rock.
Wspinaczu! Zabezpiecz się na każdą ewentualność!
Obsada zawodów robi wrażenie. Wśród 41 panów, oprócz mocnej ekipy gospodarzy, wśród których są Mirek Matejec (III miejsce w ubiegłym roku) i Jan Straka, mamy jeszcze Słowaków na czele z Jurajem Svingalem (II miejsce w ubiegłym roku w Brnie, aktualny mistrz Słowacji) i Antonem Suchym. Są Chorwaci, a wśród nich ubiegłoroczny triumfator zawodów – Alexander Mataruga. Jest Słoweniec – Janez Svoljsak (aktualny mistrz Słowenii i Chorwacji).
Wśród pań dominują Czeszki na czele z Lucie Hrozovą (jedyna kobieta na świecie, która pokonała drogę o trudnościach M14) i Martiną Kratochvilovą (aktualna wicemistrzyni świata juniorek). Są zawodniczki ze Słowacji, Austrii i Chorwacji.
Łatwo nie będzie…
Odprawa. Martina tłumaczy Radka Lienertha na angielski. Olga i Jędrek słuchają w skupieniu.
 
Janek i Alex oglądają drogi. Komentarz zbyteczny.

Planowo eliminacje powinny rozpocząć się o 9:20, ale plany sobie, życie sobie. Dopiero około 10:00 Radek Lienerth zaczyna prezentować drogi eliminacyjne, a wspinanie rusza około 11:00.
Brno, 11:00-14:30
Eliminacje kobiece
Kobiety zgromadzono w jednej grupie, która zaczynała od najłatwiejszej drogi – “Cesta pro radost” M4. Wspinanie przewieszonym filarem po drewnianych klockach. Niby nic, a pod koniec jednak prało. Pierwsza idzie Martina – takie drogi „wciąga nosem”. Po niej pozostałe dziewczyny. Jedyną, która nie kończy drogi, jest Chorwatka Morana Durbesic. Pech i szkoda – Moranie odnowiła się kontuzja i musi niestety wycofać się z dalszego udziału w zawodach.
Martina Kratochvilova na „Cesta pro Radost”
Ponieważ startujących pań pozostało 7, nastąpiło rozluźnienie w grupie i każda poszła się wspinać w swoją stronę.
Drugą drogą, którą robiłam była “Jízda do kopce” M6. Dwa słowa zamienione z Martiną: że łatwo, ale wieje jak cholera. Faktycznie – ruchy nie są trudne, acz przewieszenie daje o sobie znać. Na ostatnich metrach popełniłam masę błędów, a do stanowiska wpięłam się „siłom i godnościom osobistom”… 

Jizda do kopce” w całej krasie
Trzecia damska droga – „Iron Lady” M7-. Oj, godna swojej nazwy. Końcówka to długie ruchy w dużym przewieszeniu. Obserwowałam start Marii Soltesovej – spadła dwa ruchy przed końcem drogi – wiatr strasznie utrudnia. Mnie zaraz po starcie też przemarzają ręce, nie czuję co robię. Sprana i przemarznięta spadam w tym samym miejscu, co Maria. Została mi jedna droga i poczucie, że muszę ją zrobić żeby wejść do finału.
W międzyczasie odkrywamy, że przy toaletach znajduje się ogrzewane pomieszczenie, w którym można odpocząć, rozgrzać się i w ciepełku zregenerować siły. Cóż, mądry Polak…
Wspólny los Marii (na zdjęciu) i Olgi na „Iron Lady”
 Ostatnia droga – “Dlouhá ruka” M6. Wygląda przyjemnie poza końcówką. Pogoda chwilowo się poprawiła. Postanowiłam skorzystać z odrobiny słońca i nie czekać dłużej. Po drewnianych belkach idzie się przyjemnie, następnie dochodzę do szarego placka z nawierconymi dziurami i tu małe zdziwionko – moje agresywne ostrza bardzo słabo siadają. Poprawiam do wyższej dziury – niewiele lepiej. Trzy szybkie zdrowaśki, napięte wszystkie mięśnie aby nie poruszyć dziabą i robię ruch do ostatniej drewnianej belki. Teraz z kolei orientuję się, że ze stopniami słabo. Do stanowiska dopinałam się wisząc na jednej ręce i stojąc jedną nogą na tarcie. Ciągle nie wiem jak to się stało, że noga nie zjechała.
Olga na drodze „Dlouha ruka”
 Chwilę później były wyniki damskich eliminacji:
W tym miejscu trzeba zaznaczyć, że wyniki eliminacji podane na stronie głównej po zawodach różnią się od tych podanych na miejscu. Wstępnie mieliśmy być oceniani za chwyt, do którego doszliśmy. Według tego kryterium, Lucka z Martiną miały po 236pkt, ja 232, Linda 213 i Maria 192. Z kolei według wyników zamieszczonych po zawodach na stronie, do finału zamiast Marii powinna wejść Austriaczka Nicole Wegmair (lepszy czas). Koniec końców, skład finałowy i tak został rozszerzony, ale o tym później.

Brno, 11:00-16:30
Eliminacje męskie

Panowie zostali podzieleni na cztery grupy. Jędrek trafił do grupy 1, Alex i Janek do 4. Grupa 1 zaczynała od drogi o trudnościach M8, grupa 4 – M8+. Świetna rozgrzewka.
Obserwuję Jędrka na “Rehabilitační cviky” M8. Ładnie startuje, ale po chwili sędzia każe mu schodzić i startować od nowa. Okazało się, że Jędrek skorzystał z dziury w pieńku, z której nie powinien (mimo, że nie było zaznaczonego ogranicznika). Nic to – pokonał ten sam fragment po raz drugi i wszedł w przewieszenie. Droga wygląda na ciężką. Słabe chwyty, długie ruchy, większość startujących spada za połową. Jędrek rusza się płynnie. Niestety nie udaje mu się skończyć drogi. Oceniając panujące warunki i brak rozgrzewki mogę tylko powiedzieć, że doszedł naprawdę daleko. Wydaje mi się, że na tej drodze doszedł najdalej z Polaków.
Rehabilitacni cviki” – sędzia nakazuje Jędrkowi powtórzenie startu.
Rehabilitacni cviki” – Jędrek w górnych partiach drogi.
Po zjeździe

 Alex i Janek nie mieli łatwiejszego zadania. „Transsibiřská magistrála” M8+ była najtrudniejszą drogą eliminacyjną. Zaczynała się od belki z dokręconymi chwytami, po której następował kawałek wcale niełatwego pionu, następnie wejście przez wiszący pieniek w kolejną deskę (tzw „drugi wiadukt”) z powierconymi dziurami („czwórki” i „dziewiątki”) i kontynuacja przewieszeniem po słabych chwytach, urozmaiconych płytami „na kopanie”. Pomijając trudności techniczne, problematyczny był też czas. Na całą drogę zawodnicy mieli po 7 minut.

Drugi wiadukt na „Transsibirskej magistrali”

 Z naszej ekipy, w drogę pierwszy wbija się Alex. Ładnie przechodzi pierwszą belkę. Niestety ginie na drugim wiadukcie magistrali po dwóch ruchach. Znowu kłania się zmarznięcie i brak rozgrzewki (wtedy jeszcze nie odkryliśmy ciepłodajni przy kiblach).

Alex na „Transsibisrkej magistrali” pomiędzy wiaduktami

 Jankowi idzie lepiej – przechodził przez drugi wiadukt. Idzie spokojnie i pewnie – niestety z dołu dobiegają ryki sędziego: „Stop! Stop!”. Koniec czasu..

Janek na pierwszym wiadukcie „Transsibiskej magistrali”…

i po pokonaniu drugiego wiaduktu

 Jędrek przystawia się do tej drogi dużo później (w międzyczasie robi inne). „Czwórki” i „dziewiątki” zdecydowanie mu leżą, natomiast „rozgina” go go na płycie za drugim wiaduktem. A droga naprawdę jest mohutna, zwłaszcza przy tak krótkim limicie czasowym – na 41 startujących zawodników zaledwie 4 dało radę ją ukończyć.

Górna część „Transsibirskej magistrali”, po lewej „Iron Lady”

Drugą drogą, na której startował Jędrek była “Moře ledu” M5 – najłatwiejsza męska droga.
– Zrobiłeś?
– Zrobiłem.
Tę drogę Jędrek zrobił w cuglach. Podobnie Janek, za to Alex spada dwa ruchy przed topem. Ale jeśli męska M5 była podobna do damskiej M4, to ładnie się panowie spisali, bo, zwłaszcza w tych warunkach, wcale nie była to łatwa cyfra 😉
More ledu” i Alex w śnieżycy
Czwarta męska droga o filuternej nazwie „Být Gumídkem” i trudnościach M7 zaczyna się powierconą deską na 4/9, krótkim trawersem w pionie i wyjście w przewieszenie, gdzie daleki ruch ze stein pullera zrzuca większość zawodników.
Alex ruch zrobił, po czym jakoś tak skończyła mu się wytrzymałość i spadł. Janek ruch zrobił, ale też spadł. W znacznie gorszej sytuacji był Jędrek, który drogę robił jako ostatnią w eliminacjach. Cały dzień na dworze i cztery wcześniejsze drogi zrobiły swoje – najpierw ześlizgnął się na trawersie. Ponieważ było to przed pierwszą wpinką mógł powtórzyć start, ale doszedł niewiele dalej.
Jędrek wchodzi w piony po przejściu belki startowej na drodze „Byt Gumitkiem”
Droga „Byt Gumitkiem” – Alex wychodzi z kluczowego stein pullera
Ostatnia z dróg eliminacyjnych – „Překvapení na konec” M7+ startowała pionową płytą i wychodziła w przewieszenie. Owa „prekvapeni” polegała na piekielnie długim ruchu ze stein pullera pod samym topem.
Jędrek ładnie przeszedł dół, jednak spadł na czujnym dojściu do kluczowego podchwytu. Alexowi udało się wykonać najtrudniejszy ruch na drodze, po czym znowu brak wytrzymałości dał znać o sobie. Honor polskiej ekipy obronił Janek, który po długiej i emocjonującej walce ze stein pullerem, dopingowany przez całą ekipę, zrobił ruch i skończył drogę.
Prekvapeni na konec” – kluczowy ruch Janka pod samym topem
Prekvapeni na konec” – Janek po zrobieniu drogi
 Męskie eliminacje dobiegały końca.

Brno, 15:00-17:30
Czasówki
Jakoś tak w międzyczasie rozpoczęły się czasówki. Janek, jako jedyny reprezentant męskiej ekipy wystartował, ale niestety nie zakwalifikował się do finału.

Janek tuż pod czerwonym przyciskiem, kończącym drogę na czas.

Panowie biegają…

Mnie do startu w biegach namówiła Martina, że wszyscy startują i że to „for fun”. No dobrze, jak „for fun” to „for fun”. W eliminacjach biegnę w parze z Lucką. Wynik mam taki sobie – rzekłabym nawet, że beznadziejny, no ale… w końcu to „for fun”. Wielkie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że zabawa zabawą, a tu ogłoszono, że będą rozgrywane finały w czasówkach, z nagrodami, i – co najśmieszniejsze – ja się do nich dostałam.
Przez chwilę mnie to nawet zdeprymowało. Finały w czasówkach oznaczają dodatkowe dwie drogi przed damskimi finałami, a ja już jestem zmęczona. Maria pociesza mnie i uświadamia, że będzie dobrze, bo przynajmniej się rozgrzeję. Co prawda to prawda.
Jako czwarta zawodniczka pierwszy bieg mam znowu z Lucką (mająca najlepszy czas w eliminacjach). Skończyło się tym, że na finiszu skoczyłam i nie trafiłam w końcowy dzwonek. Po nas biegły Linda z Martiną. Tym razem Linda poleciała na pierwszych metrach, zaraz po starcie.

Biegi finałowe (ja z Lindą, Martina z Lucką) można obejrzeć na filmie:

wyniki finału czasówek – kobiety

Z męskich czasówek pamiętam tylko Antona, który pechowo odpadł w pierwszym biegu i została mu walka o 3. miejsce oraz jednego zawodnika, który poruszając się płynnie (i nie biegnąc!) wykręcił najlepszy czas tego wieczoru (coś ok 11sek)

wyniki czasówek – mężczyźni

Brno, 17:30-20:00
Finały

Prezentacja finalistek

Damski finał był i pozostanie dla mnie zagadką jeśli chodzi o skład. Początkowo miało nas być 5. Wywołane i przedstawione zaczęłyśmy oglądać drogę finałową. W trakcie oglądania zorientowałam się, że poza naszą 5 pojawiła się 6. zawodniczka – Nicole, a Lenka przywiązana do liny już stoi pod startem. Widać organizatorzy rozszerzyli finały na wszystkie zawodniczki, co okazało się być pechowe dla Marii. Nie rozumiem tylko dlaczego nasza piątka udała się do strefy, a Lenka i Nicole zostały pod ścianą.
Lenkę droga finałowa ewidentnie przerosła. Trzy próby kończą się jeszcze przed pierwszą wpinką. Nicole pokonuje belkę startową, wchodzi w pion i leci ze zdradliwego, mocno kierunkowego czerwonego chwytu. Ten sam chwyt eliminuje skutecznie Marię, a Lindę tak wykańcza, że ta odpada moment wyżej.
Kiedy nadchodzi moja kolej, skupiam się na wyznaczonym sobie celu – dojść do górnej belki „Black Diamond”. Podchodzę pod ścianę i nagle okazuje się, że nie wiem, gdzie moja droga się zaczyna i który chwyt jest startowy. Sędzia kieruje mnie we właściwe miejsce. Skupiona na tym by nie powtórzyć sytuacji z Bratysławy, wspinam się bardzo ostrożnie. Zdradliwy czerwony chwyt przechodzę (jak mi później powiedziano) inaczej niż dziewczyny przede mną. Dziabka też mi z niego zjeżdża, ale nie ma to znaczenia – druga tkwi pewnie. Założony plan dojścia do górnej belki zostaje zrealizowany i … padam ofiarą własnego sukcesu – nie mam pojęcia co robić dalej. Po obejrzeniu chwytów i wymyśleniu co bym tu jeszcze mogła, sprana jestem na tyle, że nie widzę już szans na wykonanie jakiegokolwiek ruchu. Mogę się tylko i wyłącznie puścić dziabek, co też czynię bez większego zawahania.
Na dole podbiega do mnie Jędrek. Dowiaduję się, że będzie pudło!  Doszłam prawie dwa razy wyżej, niż najlepsza dotąd zawodniczka.
Olga Kosekova 🙂 w drodze do górnej belki
 Start można obejrzeć na filmie:

 Po mnie startowała Martina. Muszę przyznać, że było na co popatrzeć – wspinała się ładnie i pewnie. Po zrobieniu drogi i zjechaniu, spontanicznie odtańczyła przed publicznością „taniec z dziabkami”.

Martina już wie, że największe trudności drogi są za nią

Ostatnią zawodniczką była Lucka. Mimo strefy jestem pewna, że wiedziała o skończeniu drogi przez Martinę (choćby po dobiegających owacjach), stąd od początku wspinała się szybko. Tu moje dwie osobiste refleksje: pierwszy raz widziałam jak Lucka się myli i wspina nerwowo, co w pewnym momencie prawie skończyło się odpadnięciem. Druga myśl jest taka, że droga finałowa była zdecydowanie bardziej w charakterze Martiny – „czwórki” i „dziewiątki”, w których Lucka jest nie do pokonania, tutaj niewiele pomagały.

Lucka idzie po zwycięstwo

Droga finałowa nosiła nazwę “Síla něžnosti”, była długa (ponad 20 metrów) i miała wycenę M8+

wyniki damskich finałów

Po damskim finale nastąpił czas przyszedł na panów.

Prezentacja finalistów

Droga finałowa męska, “End of darkness” M10 (zadedykowana pamięci czterech czeskich wspinaczy, którzy zginęli w tym roku – bardzo ładny gest), startowała drewnianą belką zakończoną lodową bryłą. Później do góry w lekkim przewieszeniu, następnie trawers w lewo po belce „Black Diamond” (tej samej, co panie, ale w przeciwną stronę i po innych chwytach) z trudnym sięgnięciem w połowie, potem wejście w duże przewieszenie przechodzące w dach ze „stalaktytem” i wyjście do topu.
Pierwszym startującym zawodnikiem był Damir Behlic z Chorwacji. Początek drogi poszedł mu ładnie, spadł jednak z połowy deski BD ze wspomnianego trudnego ruchu, choć przez chwilę wyglądało, że jednak pójdzie dalej.
Damir Behlic
 Drugim zawodnikiem był Adi Zvara – organizator Mistrzostw Słowacji. Doszedł do tego samego chwytu, co Damir, jednak nie był w stanie wykonać ruchu dalej.
Adi Zvara
 Kolejny startował reprezentant Czech – Pavel Vrtik, który ładnie przeszedł problematyczne miejsce, jednak poległ na przewieszeniu, kilka chwytów za belką.
Pavel Vrtik na górnej belce
 Jan „Honzik” Straka, czwarty startujący finalista, pokazał zapas i siłę kończąc w ładnym stylu drogę finałową. Mam nadzieję, że niedługo pojawi się film z jego przejścia, bo było na co popatrzeć.
Honza Straka kończy drogę finałową
 Ostatnim finalistą posiadającym „tylko” cztery topy w eliminacjach był zwycięzca poprzednich Mistrzostw Czech, reprezentant Chorwacji – Aleksandar Mataruga. Ku wielkiemu zaskoczeniu, drogi nie skończył – spadł w połowie dachu.
Alexander Mataruga nie powtórzył ubiegłorocznego sukcesu
 Przyszła kolej na finalistów, którzy ukończyli wszystkie drogi w eliminacjach. Pierwszym startującym był Słowak Anton Suchy. Mimo wielkiego dopingu, wyraźnie mu „nie poszło” – spadł w tym samym miejscu, co Adi, w połowie belki BD.
Anton Suchy
 Mirek Matejec, reprezentant Czech spadł chwyt niżej niż Alexandar. Zostało dwóch zawodników i „Honzik” Straka już miał pewne miejsce na pudle. Ale konkurencja nie śpi…
Mirek Matejec
Przedostatnim startującym zawodnikiem był Juraj Svingal – zwycięzca zawodów w Bratysławie. Spokojnie pokonał trudności na górnej belce BD, przeszedł przez przewieszenie, pokonał dach, doszedł do przedostatniego chwytu, wpiął się w łańcuch, sięgał dziabą w stronę topu…
… i tu nastąpiło coś nieprawdopodobnego. Zamiast na końcowy chwyt, Juraj włożył dziabę w łańcuch stanowiska. Publiczność zamarła, Juraj zorientował się co zrobił, skończył drogę i waląc głową w dłoń ze śmiechem zjechał na dół. Pomroczność jasna.
Juraj Svingal – największy pechowiec finału
 Teraz wiadomo już było, że „Honzik” ma co najmniej drugie miejsce. Pozostał ostatni zawodnik – reprezentant Słowenii – Janez Svoljsak. Jego występ zrobił wrażenie. Przemieszczał się szybko, sprawnie, bez zawahania i większych problemów – po prostu szedł po swoje złoto. Skończył drogę finałową o minutę szybciej niż Jan Straka, co dało mu zasłużone pierwsze miejsce.
Janez Svoljsak – zwycięzca

Brno, 21:00-…
Dekoracja i after party
Po zawodach wszyscy udali się do namiotu sponsora – browaru Cerna Hora, gdzie odbyła się dekoracja zawodników i wręczenie nagród (w tym pokaźnych ilości bananów)

Radość zwycięzców w kategorii „na szybkość” wśród strumieni piwa.

Najlepsze zawodniczki w kategorii „na trudność”

Najlepsi zawodnicy w kategorii „na trudność”
A po części oficjalnej zaczęło się After Party. Radek dotrzymał obietnicy – impreza była zacna, albo jak napisali organizatorzy: „Afterparty byla jako vždy důstojná a odpovídající vážnosti celého podniku.”

Oj tak, była wielce „dustojna” i rzeczywiście „odpovidala vaznosti…”

Velmi dustojna afterparty

Niedziela 08.12.2013
Brno, 07:00
– Ale tam jest zimno i pada!
– Dobra, to Ty tu leż, a ja pójdę sprawdzić, co z resztą ekipy.
Chwilę później:
– Wszyscy już się zbierają.
– Jak to, jest dopiero siódma… no dobra…
Cztery zwłoki wpakowały się do samochodu. Tylko kierowca trzeźwy nieprzyzwoicie (choć też przecież „dustojnie” uczestniczył).
– To co, McDonald standardowo i do domu?
Część zwłok, zamiast domem, wyraziła jednak zainteresowanie Krakowskim Festiwalem Górskim, osobliwie zaś finałami Mistrzostw Polski w boulderingu.
I samochód pomknął w stronę Krakowa.
…hasło: „tańczące pająki”…

Podziękowania:
Na koniec chciałabym bardzo podziękować:
– Alexowi za siedzenie ze mną w strefie i motywację przed finałami
– Jankowi za świetną atmosferę podczas całej imprezy (warto przy okazji dodać, że ostrza z RKS wzbudziły duże zainteresowanie)
– Jędrkowi za doping podczas eliminacji i finałów i przekazanie najlepszej wiadomości: „pudło jest”
– mojemu tacie, Przemkowi, za ogrom pracy jaką włożył w te zawody: ogarnięcie przejazdów, logistyki, noclegu, za doping i kręcenie filmów
Panowie – to był bardzo fajny wyjazd – dzięki!
– Organizatorom za przygotowanie całych zawodów i za przemianowanie mnie na Kosekovą
– Zawodnikom za fantastyczny klimat i „dustojną” after party

film z eliminacji polskiej ekipy:

film z zawodów:

Olga Kosek
AKG Łódź, KW Warszawa, kosek.com

Zdjęcia:
Przemek Kosek
Pavel Nesvadba (www.photonesvadba.com)
Mano Grajciar („MANO|factory”)

Pierwsze koty za płoty



           O drytolowych zawodach w Bratysławie przeczytałam jakieś dwa tygodnie temu i od razu przyszło mi do głowy: „Czemu nie?”. Z początku chętnych polaków było 6, ostatecznie pojechaliśmy w trójkę: ja, Jędrek Jabłoński (KW Warszawa) i Damian Granowski (KW Kraków, drytooling.com.pl, GÓRY). Umówiliśmy się w Krakowie w piątkowe po południe skąd zabrało nas auto z kierowcą w stronę Słowacji. W sobotę rano udaliśmy się na podbój lezeckej steny K2. Rejestracja, wyskoczenie z 12 euro za start i mogliśmy już na spokojnie obejrzeć ścianę – a było co oglądać.
lezecka stena K2
            Drogi eliminacyjne znajdowały się na piętrze w kąciku drytoolowym. O 9:30 zaczęła się prezentacja dróg:
droga nr 1 – pionik, na pierwszy rzut oka prosty. Nowością dla mnie były przykręcone płyty drewniane „jen na kopani”. Czyli rak wbić można, dziabek nie, a na krawędzi nie stajemy. Końcówka drogi polegała na przejściu na wiszący słup drewniany. Trudności drogi ok M5, pokonywana na wędkę.
droga nr 2 – pionik, zaciątko, przewieszenie, pionik. Podobnie jak „jedynka” wyglądała przystępnie. Wspinanie z dolną asekuracją, trudności ok M6-7
droga nr 3 – drewniane słupy. Pierwszy dwuczęściowy, drugi pojedynczy i trzeci dwuczęściowy. Organizatorzy oszczędzili nam na wpinkach – droga pokonywana na wędkę
droga nr 4 – oj syto, syto… Duże przewieszenie, chwyty daleko. Na pierwszy rzut oka wygląda kosmicznie, trudności ok M9, wspinanie z dołem.
Po starcie na wszystkich czterech drogach eliminacyjnych można było powspinać się na piątej drodze – bonusowej. Nie liczyła się ona w zawodach, a bonus polegał na walnięciu kielona wysokoprocentowego alkoholu przed wspinaniem 😉

oglądanie dróg eliminacyjnych
Po prezentacji i szczegółowym opisie co wolno, a czego nie, organizatorzy podzielili nas na cztery grupy (trzy męskie, jedna damska). Około 10:00 rozpoczęły się eliminacje.
            Pierwszy z naszej ekipy wspinał się Damian na drodze nr 1. Szybkie tempo wspinania i brak jakichkolwiek trudności utwierdziły nas w przekonaniu, że droga jest łatwa. Zaraz po Damianie startował Jędrek, który postanowił utrudnić sobie ostatni ruch i na wiszący słup wejść obracając się w prawo, a nie w lewo jak wszyscy. Po krótkiej walce z bujającą się drewnianą rzeczywistością dobił drugą dziabkę i zakończył drogę.
Po panach przyszła kolej na panie. Z początku złapał mnie mały stres jak to będzie: czy dziabki nie zjadą ze sztucznych chwytów i czy nie połamię podeszwy w rakobutach. Szybko jednak okazało się, że strach ma wielkie oczy. Raki wchodzą w drewniane płyty jak w masło, chwyty są zacne, a ostatnie ruchy nie sprawiają większych problemów. W ten sposób każdy z nas ma już jeden top. Nie wstyd będzie się w domu pokazać 😉
droga nr 1
            Po pierwszej drodze okazało się, że podział na grupy się rozmył, w związku z czym organizatorzy pozwolili na pewne rozluźnienie: każdy mógł startować w dowolnym momencie na dowolnie przez siebie wybranej drodze.
            Wybrałam drogę nr 3 (bujające się drewienka), kierując się myślą, że trzeba iść póki jeszcze jest jakaś kora i drzewa nie są przedziabane całkowicie. Niezapomniane przeżycia mogę ująć w dwóch słowach: ja pierdolę. Raki nie chcą się wbijać, narzuca się haczenie pięty/łydki – ale zakaz (pieniek można najwyżej objąć kolanami po bokach, „na misiaczka”), dziaby wchodzą świetnie, ale wyciąganie to koszmar, kora i trociny sypią się do oczu (królestwo za gogle!!!) – jednym słowem rozpacz i ponury dramat. Po bardzo problematycznym starcie przechodzę przez pierwszą belkę. Zabijam dziaby w drugą – odjeżdża w lewo, a nogi zostawione na poprzedniej – w prawo. Nierówna to była walka… Udało się przejść drugą belkę, zabijam dziaby w trzecią i już wiem, że dupa blada. Długie szamotanie się na starcie pozbawiło mnie sił i  teraz właśnie następuje odcięcie prądu objawiające się otwarciem dłoni. Słowem – zgon.
droga nr 3
            W międzyczasie chłopaki postanowili uderzyć w drogę nr 2. Mimo kilku trudniejszych ruchów nie sprawiła żadnemu problemów. Obaj spokojnie doszli do topu.
droga nr 2, wspina się Jędrek
            Po obserwacji mojej walki na drewnianych słupach – chwilowo postanowili ją odpuścić i przymierzyć się do drogi nr 4.
            Czwórka u nikogo nie wzbudzała entuzjamzu. Długi ruch z odwróconego stein pullera, wejście w 9, wpinka, wejście w 4, kolejny daleki ruch, kilka normalnych i tuż pod stanowiskiem jakaś dystansowa abstrakcja.
            Zaczeli gospodarze. Pierwszy zawodnik przebrnął przez dolne i środkowe trudności – została góra. Ustawił się, zgiął, nie sięgnął, wrócił, odpoczął, ustawił się, zgiął, nie sięgnął, wrócił, ustawił się, zgiął… interwały na dwóch ruchach. W końcu po ostrym dopingu dogiął do paska, sięgnął i dość szybko doszedł do topu. Wszystko fajnie, tylko kolega miał ok 1,9 m wzrostu…
            Damian postanowił spróbować. Niestety – po zrobieniu trzeciej wpinki i ruchu do klamki – dziabka wyjechała z poprzedniego chwytu. Konsekwencje były dwie: złość Damiana za odpadnięcie przed  trudnościami oraz rozcięta rakiem ręka asekurującego go Jędrka. Nic poważnego na szczęście.

droga nr 4, wspina się Damian
mimo wszystko jest ok

            Ja w tym czasie postanowiłam wbić się w drogę nr 2. Bardzo przyjemne wspinanie i rzeczywiście łatwa droga.
droga nr 2

            Jędrek do końca unikał konfrontacji z drogą nr 3. Postanowił wbić się w czwórkę. Z początku wyglądało nawet dobrze. Pierwsze trudności, daleki ruch, 9, wpinka, 4 i sięgnięcie dalej… no niestety. Mimo kilku prób Jędrek nie dał rady sięgnąć następnego chwytu i spadł w połowie drogi.
            Powoli zbliżaliśmy się do końca eliminacji. Każdemu z nas została jedna droga. Panowie wbili się w drewniane słupy, do tego czasu już zupełnie obrane z kory. Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu – nie byli w stanie przejść drugiego. Obaj spadli z bardzo podobnej wysokości. Mnie została droga nr 4. Obserwując wcześniejsze zmagania chłopaków w drogę wbiłam się z myślą: byle dojść do trudności. I dokładnie tyle urobiłam.
droga nr 4
            Wyniki po eliminacjach:
Výsledky kvalifikácia Ženy
Výsledky kvalifikácia Muži
Poradie Kval.
Meno
Priezvisko
Rok narodenia
Klub
Sponzor
Qual. 1
Qual. 2
Qual. 3
Qual. 4
Súčet bodov
Poradie Kval.
Meno
Priezvisko
Rok narodenia
Klub
Sponzor
Qual. 1
Qual. 2
Qual. 3
Qual. 4
Súčet bodov
1.
Lucie
Hrozová
1988
HO Holešovice
Singing rock, Alpy extrem team,lezec, Mikov, Lexum evropská oční klinika
8,18
9,17
4,22
6,09
27,66
1.-4.
Radek
Lienerth
1978
HO Lokomotiva Brno
Direct Alpine, TRIOP, Rock Empire
8,18
9,17
4,22
9,16
30,73
2.
Martina
Kratochvílová
1993
HO Loko Brno
HUDY, Black Diamond, Direct Alpine, Triop
8,18
9,17
4,2
5,08
26,63
1.-4.
Anton
Suchý
1978
Svit
8,18
9,17
4,22
9,16
30,73
3.
Olga
Kosek
1991
AKG Łódź, KWW
8,18
9,17
3,13
5,08
25,56
1.-4.
Pavel
Vrtík
1976
Noční
HO Loko Brno
8,18
9,17
4,22
9,16
30,73
4.
Maria
Soltesova
1984
8,172
8,16
2,6
3,061
21,993
1.-4.
Jan
Straka
1981
HO Lokomotiva Brno
Stračena
8,18
9,17
4,22
9,16
30,73
5.
Juraj
Svingal
1984
HK ABC Bratislava
ABC Food Machinery, 3Again, WTF
8,18
9,17
4,22
8,152
29,722
6.
Ján
Svrček
1960
Šarpoš
Mammut,DMM,Garmont
8,18
9,17
4,22
6,092
27,662
7.
Jozef
Leško
1985
ABC HK Bratislava
8,18
9,17
4,22
6,091
27,661
8.
Emil
Fraštia
1971
8,18
9,17
4,22
6,09
27,66
9.
Petr
Hartmann
1993
HK Polička
8,18
9,17
4,2
6,1
27,65
10.
Jozef
Veselý
1985
8,18
9,17
4,19
5,09
26,63
11.
Michal
Kuda
1978
8,18
9,17
3,15
6,09
26,59
12.
Pavel
Šulák
1982
HO Lokomotíva Brno
8,18
9,17
3,13
6,091
26,571
13.
Ladislav
Petráš
1982
HO Lokomotíva Brno
8,18
9,17
4,22
4,072
25,642
14.-15.
Marek
Radovský
1983
HK Prometeus Handlová
8,18
9,17
3,15
5,09
25,59
14.-15.
Ondřej
Straka
1993
HO Tesla Brno
8,18
9,17
3,15
5,09
25,59
16.
Andrej
Harak
1981
HK Prometeus Handlová
8,18
9,17
3,13
5,08
25,56
17.
Jedrzej
Jablonski
1987
KW Warszawa
8,18
9,17
2,1
6,091
25,541
18.
Jakub
Rafajdus
1996
8,18
7,13
3,14
5,081
23,531
19.
Damian
Granowski
1985
KW Kraków
drytooling.com.pl, GÓRY
8,18
9,17
2,11
3,06
22,52
20.
Peter
Bugáň
1989
HO Sokol Žilina
8,172
6,112
3,14
5,08
22,504
21.
Lukáš
Gubáni
1985
Alpin Club Lokomotiva Bratislava
8,18
6,112
1,04
4,07
19,402
22.
Dominik
Korpas
1988
8,08
5,06
2,06
3,06
18,26
23.
Martin
Gazdík
1988
AC Lokomotiva Bratislava
8,1
5,08
2,07
0
15,25
24.
Andy
Kolárik
1979
HK Extrém
8,18
0
0
0
8,18
            O godz. 17:00 odbyła się prelekcja Lucki Hrozovej, a o godz. 18:00 rozpoczęły się finały. Najpierw prezentacja zawodników, później oglądanie drogi, a dalej już część właściwa – wspinanie.
prezentacja finalistek
           Droga finałowa miała 37 ruchów, długość ok 25-30m, a trudności M10-11. Droga była wspólna dla kobiet i mężczyzn – różniła się jedynie startem. Przed dojściem do ściany panowie mieli do pokonania kilkumetrową luźno zawieszoną deskę z powierconymi dziurami, czyli kilka czwórek i dziewiątek i dopiero właściwe wspinanie.
            Kolejność startów ułożona była w sposób następujący: czterech panów, a później na zmianę: kobieta, mężczyzna. Większość finału przesiedziałam w strefie, więc ciężko odpowiedzieć mi, co się działo. Dla mnie start był pechowy. Przy drugiej wpince sięgając do następnego chwytu – zjechała mi dziaba. Cóż – tak bywa. Dzięki temu mogłam juz na spokojnie obejrzeć resztę finalistów i finalistek. Nie będzie niczym zaskakującym jak powiem, że Lucia Hrozova wygrała i to w pięknym stylu. Podsumowując: droga finałowa rozrzuciła zawodników nie zostawiając cienia wątpliwości, kto jest najlepszy. Juraj Švingál jako jedyny zawodnik skończył drogę, Lucce zabrakło dosłownie dwóch ruchów.
Wyniki po finałach:
FINÁLE ŽENY
FINÁLE MUŽI
FINÁLNE PORADIE
Meno
Priezvisko
Rok narodenia
Mesto
Športový klub
Finále body
FINÁLNE PORADIE
Meno
Priezvisko
Rok narodenia
Mesto
Športový klub
Súčet bodov kvalifikácia
Finále body
1.
Lucie
Hrozová
1988
HO Holešovice
Singing rock, Alpy extrem team,lezec, Mikov, Lexum evropská oční klinika
13,36
1.
Juraj
Svingal
1984
HK ABC Bratislava
ABC Food Machinery, 3Again, WTF
29,722
14,37
2.
Martina
Kratochvílová
1993
HO Loko Brno
HUDY, Black Diamond, Direct Alpine, Triop
6,182
2.
Jan
Straka
1981
HO Lokomotiva Brno
Stračena
30,73
6,2
3.
Maria
Soltesova
1984
3,121
3.
Anton
Suchý
1978
Svit
30,73
6,19
4.
Olga
Kosek
1991
AKG Łódź, KWW
2,1
4.
Pavel
Vrtík
1976
Noční
HO Loko Brno
30,73
6,182
5.
Jozef
Leško
1985
ABC HK Bratislava
27,661
4,17
6.
Radek
Lienerth
1978
HO Lokomotiva Brno
Direct Alpine, TRIOP, Rock Empire
30,73
4,16
7.
Emil
Fraštia
1971
27,66
4,14
8.
Ján
Svrček
1960
Šarpoš
Mammut,DMM,Garmont
27,662
0,09
9
Petr
Hartmann
1993
HK Polička
27.65
10
Jozef
Veselý
1985
26.63
11
Michal
Kuda
1978
26.59
12
Pavel
Šulák
1982
HO Lokomotíva Brno
26.571
13
Ladislav
Petráš
1982
HO Lokomotíva Brno
25.642
14.-15.
Marek
Radovský
1983
HK Prometeus Handlová
25.59
14.-15.
Ondřej
Straka
1993
HO Tesla Brno
25.59
16
Andrej
Harak
1981
HK Prometeus Handlová
25.56
17
Jedrzej
Jablonski
1987
KW Warszawa
25.541
18
Jakub
Rafajdus
1996
23.531
19
Damian
Granowski
1985
KW Kraków
drytooling.com.pl, GÓRY
22.52
20
Peter
Bugáň
1989
HO Sokol Žilina
22.504
21
Lukáš
Gubáni
1985
Alpin Club Lokomotiva Bratislava
19.402
22
Dominik
Korpas
1988
18.26
23
Martin
Gazdík
1988
AC Lokomotiva Bratislava
15.25
24
Andy
Kolárik
1979
HK Extrém
8.18
zawodnicy MS
            Po dekoracji i pamiątkowym zdjęciu odbyło się after party. Cytując Słowaków: „Afterpártybola kapitola sama o sebe a tí, čo neostali môžu ľutovať lebo zábava pokračovala až do ranných hodín ;-)”. Film z przejścia Lucki: http://www.youtube.com/watch?v=Q8qQvpM9YJs oraz z całej imprezy: http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=ME_n6Ku-DHs
            
Zdjęcia: R.Lienerth, P Kosek, L. Petras
Serdecznie podziękowania dla:
– Jędrka i Damiana za wspólne wspinanie i dobrą zabawę przed, w trakcie i po zawodach
– Przemka Koska za transport, ogarnięcie logistyki, kontakt ze Słowakami, zdjęcia i filmy
– ekipy z K2 za przygotowanie zawodów
– zawodników i zawodniczek za świetną imprezę