Informacja: wpis powstał 7 lat temu, zapisany był jako szkic i nieukończony, jednak nadal wywołuje we mnie sentyment i z tego powodu postanowiłam go opublikować. Poza tym już po 7 latach ogarnęłam z powrotem dostęp do tego bloga 😀
Dzwoni budzik. 7:30. Włączam drzemkę i przekręcam sie na drugi bok. Drzemka przypomina mi o istnieniu świata co 10 min. Przezornie mam też drugi budzik na 7:45. Też ustawiam drzemkę. W efekcie – telefon dzwoni nieubłaganie co 5min przypominając mi o tym, iż mam się zwlec z łózka i iść do pracy. Dzisiaj nawet jakoś poszło. Wstałam o 8:15. Wczoraj było gorzej – 8:30. Rano mam do zrobienia tylko pięć rzeczy: zjeść, napić się, ubrać się, poranna toaleta, zęby i wyjście na trening o 9:00. Przezornie ciuchy i część śniadania przygotowuję poprzedniego wieczoru. Wczoraj się nie udało. Zęby musiałam umyć po treningu.
O ile to możliwe – w Kirowie pogoda jest gorsza niż w Zakopanem. Słońce pojawia się rzadko. Przeważnie jest szaro, buro i ponuro. Czasem pada, czasem deszcz, czasem śnieg. Odkąd przyjechałam – temperatura oscyluje wokół zera stopni. Powinna przyjść już zima, ale jakoś się nie spieszy. Dla mnie nie ma żadnego znaczenia. Pracuję w każdych warunkach. Deszcz, wiatr, słońce, ciepło, zimno – nieważne. Trening sam się nie zrobi.
Przyjechałam do Rosji ponad miesiąc temu. Pełna ambicji, chęci do pracy, motywacji. Rozwiany włos, uśmiech na twarzy, błysk w oku, kolorki. Z powyższego zestawu niewiele zostało. Ograniczyłam się do podstawowych spraw: treningi, odpoczywanie, spanie, jedzenie. Z taką hierarchią wartości, tzn. jak nie mam siły – to najbardziej to ostatnie kuleje.
Chcąc być zawodowym sportowcem należy pogodzić się przede wszystkim z bólem. To jedno. Chcąc być zawodowym wspinaczem zimowym należy do tego dołożyć jeszcze walkę z własną głową. Strachem. Motywacją. Ale ten wpis nie ma być narzekająco-deprymujący. Ten wpis ma pokazać pewien przełom, który nastąpił w mojej głowie przede wszystkim. A za głową poszło ciało.
Ciężka praca poprzednich dni zaczyna przynosić efekty. Pojawiła się wytrzymałość, pojawia sie spokój, wspinanie w tempie oraz siła. Siła mięśni i siła woli. Rzeczy, które niedawno wydawały mi sie nieosiągalne – robię po kilka razy na treningu.
***
Tutaj wpis się skończył, więc nie dowiemy się, co autorka w ówczesnym czasie miała na myśli i jaki to przełom dokładnie nastąpił. Niektóre historie po prostu nie mają zakończenia.

































































