Od ostatniego wpisu minęło półtora miesiąca, a wrażenie mam takie, jakby minął rok.
W międzyczasie działo się dużo i więcej. Skończyl się kurs akg, skończył kurs instruktorski, Siostra odwiedzila mnie na tydzień, dużo poszwedalam się po skałach, padł Ministrant. Natłok wrażen spowodował zapaść – osiągnęłam etap, że ciężko mi się wstaje z łóżka.
Wpis będzie dość kronikarski przede wszystkim dlatego, że wraz z autorką padł i polot i fantazja. A gdy zmartwychwstaniemy – znowu jak głupia będę cisnąć w skałach i Tatrach i czasu na pisanie nie będzie. Cóż – taki lajf.
Druga część kursu klubowego upłynęła bardzo radośnie. Ekipa ta sama (wręcz chłopaki się rozkręcili), pogoda dopisała, a Sokoliki jak to Sokoliki – dalej urodziwe 😉 program zrealizowany, chłopy nawspinane, lęki przełamane. Janek nieświadomy trudności prowadził spokojnie i samodzielnie drogi do V, Łukasz-Demobil zakupił cały szpej i mam nadzieję, że gdzieś go wtyka w skalne szpary (w międzyczasie gadalismy i chwalił się, że i VI.1 padło na jurze), Kuba lansuje się z crashem w Sokolikach i ciśnie na okolicznych baldach, a jego partner – Łukasz próbuje ogarnąć Krakowska rzeczywistość i znaleźc sekcje na miarę swojego mistrzostwa 😉
Praca jak zwykle fantastyczna, za chłopaków trzymam kciuki. Zobaczymy, co z nich wyrośnie 😉
Po kursie było bujanie się po skałach, gdzie wyrownalam rp: sive obmedzenia IX w Vernarze, a takze podnioslam poziom flasha robiąc Torbę Polską VI.3+ na Krętej (przy okazji ściągnęłam z siebie sześć kleszczy po tej eskapadzie). Kontrola tricepsa 25.05 pokrzyżowała moje ambitne plany. Jedna część mięśnia wyleczylam, inna „dorwałam”. Trzeba było odrobinę zwolnić.
Fot. Ewa
Na przełomie maja i czerwca na Podhalu odwiedzila mnie Ewa.
Tydzień upłynął na rozmowach, spacerach, smianiu się i spędzaniu czasu w towarzystwie moich zakopiańskich przyjaciol, o których jej wielokrotnie opowiadałam, a wreszcie mogła historie skonfrontować z rzeczywistością.
Później był ostatni zjazd kursu instruktorskiego (przemyślałam temat – nie nadaje się do opisania przeze mnie 😉 dla dobra własnego 😉 ), kilka dni chłosty w skałach i przylot Darka 16.06. od tego momentu do dnia dzisiejszego świat zatrzymał się w miejscu, a jedyne, co się liczyło to Ministrant. Były po drodze jeszcze jakieś skaly z Grzeskiem, jakiś Obywatel scurvy wprost VI.3+/4 rp, patentowanie jednej trudnej drogi, ale generalnie cała rzeczywistość została dopasowana pod projekt. A projekt w końcu przestał byc projektem. Dzięki pracy zespołu: Darek, Kotlet i ja – zyskał nazwę: Opętanie i wycenę: X.
W tym miejscu chciałabym zaznaczyć, że nie wiem kiedy i czy w ogóle napisze coś więcej o Ministrancie. Mam dylemat. Intymność przeżyć związana z dwoma latami ciężkiej pracy stoi w opozycji do chęci podzielenia się fantastyczna historia i droga. Nie wiem, ciągle nie wiem.
Fot. Kotlet
Na chwilę obecną cały tydzień po Opetaniu przewspinalam w Obłazie – Anszlus IX rp, Wrzosie i Jarku (w obu chłosta) i osiągnęłam etap wykończenia materiału ludzkiego.
Fot. Ewa
Najbliższe dwa dni spędzam z ksiazkmi, przyjaciółmi i rodziną. A jak już się pozbieram – zobaczymy czy w przerwie między jedną a drugą droga odnajdę czas na pisanie 😉









